Blog
różności
Animela
Animela Animela@wp.pl
39 obserwujących 1240 notek 1604802 odsłony
Animela, 13 kwietnia 2017 r.

Dreyfus a sprawa polska

491 8 0 A A A


Francja, rok 1984. Kapitan Albert Dreyfus, oficer żydowskiego pochodzenia, zostaje oskarżony o szpiegostwo na rzecz Niemiec na podstawie kawałka papieru wydobytego przez sprzątaczkę z kosza na śmieci: autorstwo zostało przypisane Dreyfusowi. Następuje proces, w którym Żyd zostaje skazany na pobyt na Diabelskiej Wyspie – również dzięki fałszywym zeznaniom prawdziwego sprawcy, czyli oficera pochodzenia francuskiego … Część opinii publicznej, w tym. m.in. Zola (nieśmiertelne „Oskarżam!”) nie wierzą w winę Dreyfusa, co podważa dobre imię armii francuskiej. Po latach następuje rewizja procesu (wyszły na jaw nowe okoliczności), Dreyfus zostaje uniewinniony, ale społeczeństwo francuskie pozostaje podzielone. Marceli Proust, który obserwował proces kapitana na żywo kibicując mu, opisywał, że na tle winy/niewinności Dreyfusa nie miały znaczenia wieloletnia przyjaźń czy więzy krwi. Oczywiście, arystokracja twardo stała na stanowisku winy kapitana, a kto ośmielał się go bronić, bywał wykluczany z towarzystwa nawet pomimo dobrego urodzenia – i dopiero wybuch pierwszej wojny światowej położył kres temu podziałowi.


Obecna sytuacja jest w istocie kopią tamtej sprzed ponad stu lat, z innego kraju. Tu też mamy fałszywe oskarżenie, bezpodstawnie kolportowane przez elitę (i dokładnie tak jak wówczas zaczęło się od sfer wojskowych i państwowych), i mamy bunt ludzi niezależnie myślących przeciwko temu okropnemu kłamstwu. I myślę, że powoli zbliża się chwila, gdy prawda wyjdzie na jaw – i DOPIERO WTEDY, wzorem społeczeństwa francuskiego, namiętności ludzkie osiągną zenit. Proszę się nie łudzić, że wtedy nastąpi uspokojenie nastrojów: dopiero wówczas ci, którzy kłamali, znienawidzą tych, którzy tę niepotrzebną prawdę wywleką na jaw …

Zważywszy na fakt, że zarówno Tusk, jak i Komorowski, są z wykształcenia historykami, nie zdziwiłabym się, gdyby katastrofę smoleńską wymyślili celowo dla podzielenia - możliwie trwałego - społeczeństwa. Bo mylą się ci, którzy wojnę polsko-polską wywodzą z czasów zaborów. Proszę sobie łaskawie uświadomić fakt, że stosunkowo niewielki procent Polaków zdaje sobie sprawę ze swego pochodzenia: pamięć rodzinna sięga zazwyczaj co najwyżej do pradziadków, ale to tylko z opowieści. Polacy zaszłości zaborcze, a nawet i PRL-owskie - mają w głębokim poważaniu. Najlepiej świadczy o tym fakt, że w roku 2005 cała Polska żyła nadzieją PO-PiS-u (do dziś mamy sieroty po tej niedoszłej formacji), a głosowania na PiS czy PO nie traktowano w kategoriach zdrady narodowej, tylko normalnego wyboru - niczym na mitycznym Zachodzie.  To odrzucenie koalicji przez Tuska w tymże roku pod pretekstem, że PiS nie chce dać PO resortów siłowych (jeszcze tego brakowało, co? ...) oraz rzucenie w stronę PiS obelgą "moherowe berety" przez Tuska, a potem dwuletnia partyzancka wojna PO i zaprzyjaźnionych mediów przy wykorzystaniu mediów unijnych spowodowało głębokie pęknięcie wewnątrzpolskie. Szczelina ta powiększyła się do rozmiarów Rowu Mariańskiego w momencie, gdy koalicja PO-PSL katastrofę smoleńśką uznała za niewieleznaczący epizod, którego - dla dobra polsko-radzieckiego pojednania - nie należy drążyć, lecz za wszelką cenę zamieść pod dywan. Bo, jak to ujął doradca prezydenta Komorowskiego, Tomasz Nałęcz - fakt, że prezydent-kagiebista był w Katyniu, warte jest KAŻDEJ OFIARY (a powiedział to właśnie w kontekście Smoleńska).


Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Tematy w dziale Polityka